wtorek, 23 czerwca 2015

Zapraszam na mój kanał Youtube na którym będę publikował moje let's playe i inne materiały związane z grami: https://www.youtube.com/channel/UCB3R0PILjfGDaSWSo7Y1z3Q

niedziela, 1 marca 2015

Felix the cat - (NES) - Recenzja

Kot Felix. 
Nie często powstają gry których głównymi bohaterami są postacie niemego kina a w tym przypadku właśnie tak jest. Tytułowy Felix pierwszy raz zadebiutował na ekranach niemego kina w 1919 roku i z biegiem lat został ikonom popkultury. Z jego udziałem powstawało kilkaset filmów animowanych, kilka komiksów i wiele zabawek. Najbardziej znanym gadżetem związanym z Felixem jest kultowy zegar naścienny z jego wizerunkiem który na pewno widzieliście raz czy dwa w kreskówkach i filmach. Dziś chciałbym wam przedstawić grę z jego udziałem stworzoną dla konsoli NES.

Szalony naukowiec. 
Fabuła gry jest bardzo prosta: szalony naukowiec porwał ukochaną naszego protagonisty a naszym zadaniem jest uratowanie jej. Do przemierzenia mamy 9 różnorodnych, kolorowych i napakowanych przeciwnikami światów a każdy z nich jest podzielone na trzy sekcje. Każdy ze światów kończy się bosem. Po planszach są porozrzucane emblematy Felixa i mają one bardzo ciekawą mechanikę: jeśli suma emblematów jest podzielna przez 5 ale nie przez 10 otrzymujemy trzy butelki mleka, a jeśli suma jest podzielna przez 10 otrzymujemy power-up, i klasycznie jeśli uzbieramy 100 otrzymujemy dodatkowe życie.  Do walki z przeciwnikami mamy kilka rodzajów ataków zależności od rodzaju świata. Naszym podstawowym atakiem jest uderzenie rękawicą na sprężynie z naszej magicznej torby, jeśli chcemy ulepszyć nasz tak musimy zbierać power-upy które reprezentowane są jako serduszka. Ulepszenia otrzymujemy na dany czas a by przedłużyć ich działanie musimy zebrać butelki z mlekiem. W grze występuje 5 rodzajów światów: 
1. Naziemny - przemierzymy poziom piechotą lub jednym z lądowych wehikułów. 
2. Wodny - podróżujemy przy pomocy pontonu lub na delfinie.
3. Powietrzny - Unosimy się nad ziemią w balonie lub przy pomocy parasola.
4.Podwony - Pływamy pod wodą w specjalnej łodzi podwodnej.
5.Kosmiczny - Przemieżamy odmęty kosmosu w latającym spodku.
Jeśli chodzi o poziom trudności to gra jest dosyć prostą platformówką idealnie pasuje jako wprowadzenie dla tego gatunku gier.

Grafika i muzyka. 
Grafika w grze jak już pisałem jest bardzo kolorowa wręcz kreskówkowa i idealnie pasuje do setingu gry. Jeśli chodzi o muzykę to jest ona skoczna i przyjemna ale nie znalazłem żadnych bardziej wyróżniających się utworów.

Reasumując. 
Felix the cat jest świetną platformówką idealną dla młodszych i niedoświadczonych graczy. Serdecznie wszystkim polecam.

7,5/10

wtorek, 24 lutego 2015

Magnavox Odysey - Pierwsza konsola stacjonarna na świecie.

Początek gier.  
Za rok genezy czegość co można było by nazwać prototypem gry komputerowej jest rok 1947 gdy dwóch amerykańskich profesorów zaprezentowało swój symulator pocisku rakietowego do budowy którego wykorzystali wyłącznie lampy elektronowe. Musiało minąć wiele lat ewolucji tego medium podczas których powstały takie prototypowe gry jak ping-pong czy tetris, by w końcu na początku lat 70-tych została zaprezentowana światu pierwsza na świecie konsola stacjonarna: Magnavox Odyssey, i tą właśnie konsole chciałbym wam przedstawić.

Szalone lata 70-te. 
Już pod koniec lat 60-tych pan Ralph Baer wpadł na pomysł by przemienić zwykły telewizor w centrum interaktywnej rozrywki. Pierwszym dziełem jego pomysłów był prototypowa konsolka którą nazwał Brown Box. Prototyp ten bardzo spodobał się firmie Magnavox która do tej pory zajmowała się produkcją telewizorów, i zaproponowała mu ona współprace. Bear zgodził się i jakiś czas potem przedstawił pomysł by moduł z grami był na stałe wbudowany w nowe telewizory tego producenta lecz dyrekcji nie spodobało się takie rozwiązanie. Kilka miesięcy później Ralph zaprezentował prototyp Odyssey który spodobał się producentom i trafił do masowej produkcji. Wiosna 1972 roku, wczesny Gierek, późny Nixon. Konsola w końcu trafia na pułki. W pierwszym nakładzie wyprodukowano ok. 100000 sztuk. Niestety konsola nie sprzedawała się zbyt dobrze a zdesperowani producenci zatrudnili do reklamy samego Franka Sinatre, mimo to sprzedaż stała na bardzo niskim poziomie. Uważa się że głównymi problemami była cena i to że konsumenci bali się że konsola będzie działać tylko na telewizorach Magnavox, co było nie prawdą. W wyniku tych problemów szacuje się że sprzedano zaledwie ok. 350000 egzemplaży konsoli.

W co się grało. 
Jedno trzeba przyznać Odyseey - była to konsola prymitywna, wręcz bardzo prymitywna. Sama konsola nie posiadała ani procesora ani żadnego modułu przechowywania pamięci, i nic dziwnego gdyż składała się ona zaledwie z 40 diod i 40 tranzystorów. I uwierzcie mi na słowo na dzisiejsze standardy jest to wręcz śmieszna liczba nawet jeśli chodzi o kalkulatory każdy kto ma podstawową wiedze na temat elektroniki i odpowiedni warsztat mógłby sklecić coś takiego w kilkanaście godzin. A jako że sam "system" prymitywny to i gry muszą takie być. Gry były przenoszone przy pomocy specjalnych kartridży opisanych numerami lecz w sumie było to kilka wariacji gry pong, dostawaliśmy dwa świecące prostokąty którymi mogliśmy poruszać się po całym ekranie przy pomocy kontrolerów. Czasami otrzymywaliśmy możliwość strzelania ale głównie zajmowaliśmy się odbijaniem piłeczki. I tyle. Zasady były umowne, punkty nie były liczone, nie było żadnych granic w zakresie których mielibyśmy się poruszać i niemal wszystkie gry kończyły się kłótniami gdyż prędzej czy później któryś z graczy zaczynał oszukiwać. Lecz najbardziej interesującą rzeczą było to że poza małymi prostokącikami nie było żadnej grafiki. Jako grafikę były używane specjalne foliowe plansze naklejane na ekran telewizora które otrzymywało się wraz z konsolą. Poza foliami do każdej gry były dodawane kilkunastostronicowe instrukcje w formacie A4 i specjalne akcesoria jak na przykład karty do gry Simon mówi czy specjalna plansza do ruletki. Ciekawostką jest to że gra doczekała się własnego akcesorium którym był pistolet świetlny taki jak ten używany na przykład w NESie tyle tylko że zamiast małego pistoleciku gracz otrzymywał bardzo dobrze odwzorowaną strzelbę bodajże w skali 1:2. Same akcesorium było wykorzystywane przez zaledwie 3 gry lecz mimo to całkiem dobrze spełniało swoją role, a jeśli mieliśmy dość celowania wystarczyło wycelować pistolet w jakieś źródło światła i naciskać spust a konsola czytała to jako celne trafienia. Trzeba też dodać że ów pistolet był pierwszą produkcją związaną z grami w której pomagało Nintendo.

Reasumując. 
Magnavox Odyssey był pierwszą, prymitywną i umowną konsolą domową lecz przetarła szlak takim firmom jak Atari czy Nintendo dzięki czemu dziś możemy cieszyć się wirtualną rozrywką.

sobota, 21 lutego 2015

Megamen Zero - (GBA) - Recenzja

Tym razem Zero.
Na moim blogu już dwukrotnie opisywałem gry z uniwersum Megamen: Megamen Battle Network i Megamen X. Jestem wielkim fanem tej serii i dlatego chce wam dziś przedstawić grę Megamen Zero stworzoną dla konsoli Game Boy Advance.

Rok 22XX
Wydarzenia przedstawione w grze mają miejsce po zakończeniu gry Megamen X6. Rok 21XX. Po tym jak Zero i X pokonali Sigme (znowu) Zero dochodzi do wniosku że nie ma już sił by dalej walczyć i postanawia oddać swoje ciało w służbie nauki. Jako potężny i unikalny Reploid został przyjęty z otwartymi rękami i został zamknięty w specjalnej kapsule by można było go badać bez zagrożenia dla niego lub otoczenia. Dzięki badaniom przeprowadzonym na nim naukowcy zdołali opracować technologie cyber elfów. Cyber elfy to żyjąca i czująca forma czystej energii posiadająca własną świadomość która może być użyta jako różnorodne wsparcie dla reploidów lecz elf ginie w trakcie tego procesu. Tak potężna technologia zwróciła na siebie uwagę wielu potężnych osub i rozpoczeła okres znany w uniwersum Megamena jako Elf Wars. W trakcie tej wojny zgineło 90% populacji reploidów i 60% populacji ludzi. Te tragiczne wydażenia sprawiły że garstka ocalały zjednoczyła się i stworzyła potężne miasto znane jako Neo Arcadia, miejsce gdzie reploidy i ludzie żyją w pokoju. Niestety w wyniku kryzysu energetycznego znaczna częś reploidów zostaje odizolowana i niszczona. Te wydarzenia zmuszają część ocalałych robotów do ucieczki i stworzenia ruchu oporu. W tym momęcie zaczyna się nasza przygoda. Rok 22XX, po stu latach w izolacji Zero zostaje wskrzeszony przez Ciel, człowieka mieszkającego ze zbuntowanymi reploidami, która właśnie ucieka przed pościgiem wrogich robotów. Nie baczą na okoliczności nasz bohater rusza do walki przeciwko oprawcą. W trakcie naszej przygody dowiadujemy się że Ciel szukając pomocy stworzył dokładną kopie X, lecz klon nie zachowywał się tak jak się tego spodziewała. Nowy X jako legendarny reploid, obrońca ludzkości, klon pierwszy z całego gatunku postanowił stanąć na czele wojsk Neo Arcadi i zrobić wszystko by obronić ocalałą garstkę ludzi, nawet jeśli miało by się to wiązać z zredukowaniem populacji reploidów do niezbędnego minimum. Nasz protagonista jako bliski przyjaciel oryginalnego X i jedyny który może z nim wygrać musi stanąć na przeciw klonowi i ósemce jego generałów.

Do boju! 
Gra swoimi mechanikami wraca do lubianych korzeni serii. Nie jest to już rpg lecz klasyczny Megamen. Poruszamy się po dwuwymiarowych planszach zabijając wszystko co stanie nam na drodze. Co do zabijania do dyspozycji mamy cztery różne bronie:
1. Buster shot - Pistolet który działa jak postawowy miotacz znany z poprzednich gier.
2. Z-Saber - Miecz energetyczny którym możemy eliminować wrogów na bliski dystans. Moim zdaniem zdecydowanie najlepszy za wszystkich dostępnych broni.
3. Triple rod - Jest to zwyczajna włócznia która powiększa się w zależności ile od tego ile razy naciśniemy przycisk ataku.
4. Shield boomerang - Tarcza która odbija pociski przeciwników i jeśli ją naładujemy działa jako bumerang który możemy rzucać w przeciwników.

Wraca motyw ładowania broni które umożliwia na potężniejszy atak, lecz jest on odblokowywany dopiero po tym jak zdobędziemy poziom doświadczenia w danej broni. Każdy poziom daje nam nowe umiejętności lub szybsze ładowanie się mocniejszych ataków a poziomy zdobywamy przez używanie danej broni. Niestety nie wraca motyw zdobywania nowego uzbrojenia od pokonanych przeciwników, jedyne co możemy zdobyć to trzy chipy żywiołów które jedynie zmieniają rodzaj żywiołu którym atakujemy po naładowaniu danej broni. Ostatnim z naszych ruchów jest ślizg który mamy od początku. Z pokonanych przeciwników wypadają trzy rodzaja przedmiotów:
Czerwone pojemniki regenerujące życie.
Niebieskie pojemniki w których są kryształy energii o których opowiem później.
Elfy które odpowiadają za jednorazowe specjalne umiejętności lub kilka permanentnie ulepszających naszą postać.

Elfy.
Całkowicie nowym i rewolucyjnym systemem są elfy. Zwykłe elfy możemy zdobyć zabijając przeciwników, specjalne natomiast są rozsiane po wszystkich lokacja i dobrze ukryte.
By użyć elfa musimy go przenieść do naszego ekwipunku. Możemy to robić tylko między misjami i mamy do dyspozycji zaledwie trzy miejsca. Po użyci elf znika i nie możemy go użyć nigdy więcej. By użyć specjalnego elfa musimy go najpierw nakarmić odpowiednią ilością kryształów energii. Elfy dzielą się na 3 kategorie: czerwone, zielone i niebieskie. Czerwone zajmują się głównie leczeniem, są wśród nich 4 które po użyci zamieniają się w sub tanki, i 4 które permanętnie zwiększają pasek życia naszego bohatera. Zielone odpowiadają głównie za poruszanie się. Niebieskie są przydatne w walce, niektóre z nich są w stanie zmniejszyć poziom życia bosa.

Wyzwanie.
Co do poziomu truności gra jest na prawdę strasznie trudna i bardzo często będziemy zmuszeni do wczytywania zapisanej gry lecz mimo to nadal będziemy próbować nadal przejść trudne momenty gdyż gra wynagradza nasz trud i widzimy cel w dalszym śledzeniu przygód naszego bohatera i dążeniu do końca.

Grafika i muzyka.
Graficznie gra przedstawia się bardzo dobrze. Środowisko i efekty walki są bardzo ładne i doskonale pasują do świata gry.
Co do muzyki to stoi ona na najwyższym poziomie i niektóre z utworów wpadają na prawdę w ucho.

Reasumując.
Poziom trudności, oprawa audiowizualna, rozgrywka i unikatowe mechaniki tworzą na prawdę spójną i wspaniałą mieszanke. Megamen Zero jest wspaniałą i na pewno ciekawym wyzwaniem dla wszystkich graczy. Serdecznie wszystkim polecam.

Ocena: 9.5/10

czwartek, 19 lutego 2015

Homebrew - Dance 2000, D-pad Hero, Plants vs Zombies - (NES) - Recenzje

Homebrew?
Czym jest homebrew? Jest to gatunek gier który ma to do siebie że nie jest tworzony przez durzych developerów lecz przez małe grupy pasjonató, a gry tworzone przez nich są głównie tworzone na stare konsole. Dzięki takim właśnie hobbystom-zapaleńcom od czasu do czasu na światło dzienne wychodzom całkiem nowe gry na całkiem stare konsole. Dziś chciałbym wam przedstawić trzy dosyć ciekawe produkcje na konsole NES.

Plant vs Zombies na NESie? 
Kilka lat temu mała grupa fanów tej kultowej już produkcji na telefony komurkowe postanowiła przenieść swoją ulubioną aplikacje na konsole NES. Jeśli chodzi o mechaniki gry to rdzeń pozostał ten sam, mamy kilka lini na których musimy ustawiać kwiaty tak by broniły one nasze domostwo przed hordami nieumarłych. Jeśli chodzi o grafikę to utrzymuje się ona na średnim poziomie. Co do muzyki cały czas jesteśmy zmuszenia słuchać krótkiego zapętlonego utforu który po pewnym czasie po prostu drażni. Mimo to gra może być całkiem ciekawym doświadczeniem i polecam ją przynajmniej sprawdzić.
Link do gry: http://adf.ly/1399XL

D-pad Hero.
Czy zastanawialiście się kiedyś jak wyglądała by gra Guitar Hero na NESie? Mała grupa fanów najwyraźniej tak i stworzyli oni właśnie D-pad Hero. Jest to na prawde świetną grą rytmiczną w której musimu wciskać odpowiednie kombinacje klawiszy by zadowolić publiczność. Do wyboru mamy cztery różne piosenki które możemy zagrać i są one całkiem udanymi 8-bitowymi przeróbkami znanych piosenek. Co do grafiki nie jest ona zbyt zachwycająca ale na pewno pasuje do takiej gry. Serdecznie ją wszystkim polecam i jestem pewien że zapewni wam ona trochę udanej rozrywki.
Link do strony producenta: http://adf.ly/139BTh

Dance 2000
Dance 2000 jest nielicencjonowaną wersją fry DDR na konsole NES.  Naszym celem jest naciskanie klawiszy kirunków na kntroleże w odpowiednim momęcie i w rytm muzyki. Do dyspozycji mamy 33 piosenki inspirowanych popularnymi utworami w kilku różnych poziomach trudności. Grafika jest średnia ale przynajmniej jakość muzyki jest bardzo dobra. Produkcja jest bardzo dobrą grą rytmiczną i polecam ją przynajmniej sprawdzić.

wtorek, 17 lutego 2015

Duck Tales (NES) - Recenzja

Kaczki !!! Uuu...

W latach 90-tych i 80-tych Disney święcił sukcesy nie tylko na polu animowanych filmów kinowych ale także w produkcjach ze srebrnego ekranu. Takie produkcje jak Timon i Pumba, Guffy i inni, Chip i Dale Brygada RR i właśnie Kacze opowieści, przeżywały apogeum popularności i nic dziwnego ze niektórymi z nich zainteresowały się duzi producenci gier tacy jak Capcom i postanowili wydać gry obsadzone w tych uniwersach. Jedną z nich jest właśnie Duck Tales.

Wujek Sknerus wyrusza w przygodę.

Głównym protagonistom gry jest (tak samo jak w serialu) Sknerus McKfacz (Scrooge McDuck w oryginale). Jego zadaniem jest znalezienie pięciu niezwykłych artefaktów rozsianych po całym świecie, dzięki czemu nasz bohater zostanie najbogatszą kaczkom na świecie.

Pogo!


Do przemierzenia mamy pięć różnych plansz a naszą główną broniom przeciwko hordom przeciwników jest laska której używamy jak drążka pogo by skakać przeciwnikom po głowie a jakikolwiek inny kontakt z wrogami kończy się z jednego z punktów życia. Na starcie mamy 3 pojemniki z  życiem a w trakcie gry możemy zyskać dodatkowe 3 ukryte w niektórych mapach. Utracone życie możemy odnowić przy pomocy lodów które odnawiają jeden punkt życia i ciasta które odnawia wszystkie utracone punkty. Przemierzając plansze będziemy zdobywać skarby w postaci diamentów i rubinów a od ich ilości będzie zależeć jakie z trzech możliwych zakończeń będziemy mieli po pokonaniu final bosa. W grze występuje wiele ukrytych pomieszczeń w których ukryte są dodatkowe skarby, lody a czasami pojemniki na życie. Dodatkowym atutem gry jest sam design poziomów gdyż zawsze poza główną ścieżką jest kilka pobocznych i będzie potrzebne kilka podejść by znaleź tą najszybszą. A trzeba przyznać że na pewno będziemy mieli kilka możliwości do treningu gdyż gra nie wybacza, stracisz wszystkie swoje życia i koniec, musisz zaczynać swoją przygodę od początku.

Grafika i dźwięk.

Grafika jest jasna i kolorowa, dzięki czemu doskonale pasuje do kreskówkowej konwencji uniwersum. Muzyka stoi na naprawdę wysokim poziomie i wzbogaca rozgrywkę, szczególnie ścieżka dźwiękowa na planszy Moon.

Reasumując.

Duck Tales jest świetną NESową platformówką i jeśli lubicie ten rodzaj gier na pewno będziecie się świetnie bawić.

Ocena: 9/10

środa, 6 sierpnia 2014

Super Mario Land (GB) - Recenzja

Hydraulik. 

Super Mario Bros. jest w Polsce najbardziej rozpoznawalną grą retro z uniwersum Mario. Miał ją każdy kto posiadał NESa lub rodzimego Pegazusa. Maskotka wąsatego hydraulika uwięźonego w krainie grzybów od razu spodobała się najmłodszym widzom. Od momentu pierwszego spotkania graczy z Mario minęło już ponad 25 lat a firma Nintendo nie zamierza wysłać swojej najbardziej rozpoznawalnej maskotki na emeryture i po dziś dzień produkuje kolejne gry z przygodami dzielnego Mariana i całej gamy jego różnorodnych przyjaciół. Nic więc dziwnego że gry z tego uniwersum trafiły także na konsole przenośne. Tak więc jedną z pierwszych gier na rewolucyjną konsole Game Boy były właśnie przygody wąsatego hydraulika.

Jaki Mario jest każdy widzi. 

Super Mario Land jest dokładnie takie jak każda klasyczna NESowa wersja przygód wąsatego hydraulika, przyjemna platformówka z kilkoma różnorodnymi poziomami. Wszelkie zmiany w stosunku do poprzednicze ograniczają się do prostej kosmetyki. Nasze ogniste kule nie zachowują się jaj pociski tylko jak zabójcze piłeczki kauczukowe które odbijają się od wszystkich płaskich powierzchni i zabijają niemal wszystko co stanie im na drodze. Teraz poziom nie kończy się masztem z chorągiewką a parą drzwi, jedne prowadzą nas do bonusowej mini gry w której możemy wygrać dodatkowe życia lub kwiatek, natomiast drugie bezpośrednio do następnego etapu. Ciekawym elementem jest także nowy rodzaj poziomu w którym Mario pływa pod wodą w małym batyskafie i strzela do nadpływających wrogów. Poza zmianami w gameplayu mamy do czynienia także z dość nietuzinkowymymi poziomami, w tej grze będziemy przemierzać wyspę wielkanocną, starożytne egipskie ruiny a nawet pływać po dnie oceanu co jakiś czas przepływając obok zatopionych latających spodków. Oczywiście każdy poziom ma także odpowiednio dobranych przeciwników, poza klasycznymi przeciwnikami takimijak koopa i goomba (grzybki i żółwie) możemy także spotkać latające owady rzucające dzidami, głowy z wyspy wielkanocnej czy nawet szkielety ryb wyskakujące z wody.

Grafika i muzyka.

Jeśli chodzi o grafikę w grze można znaleźć wszystkie cztery odcienie szarości oferowane prze ówczesny system. Grafiki otoczenia i wrogów są przyzwoicie narysowane jak na grę z tak wczesnego etapu dystrybucji na tą konsole. Co do ścieżki dźwiękowej do można usłyszeć tu kilka bardzo przyjemnych utworów a kilka z nich trafiło na moją play liście.

Reasumując. 
Super Mario Land jest przyzwoitą platformówką na konsole Game Boy. Szczególnie polecam osobą szukającym elektronicznej rozrywki dla dzieci, rodzeństwa, młodszych krewnych, gdyż z własnej autopsji wiem że przygody wąsatego hydraulika spodobają się młodszym odbiorcą. Dodatkowo jeśli szukacie jakiejś ciekawej rozrywki na telefony to w połączeniu z emulatorem da gra może zapewnić długie godziny zabawy, gdyż z powodu prostoty systemu gra zużywa bardzo mało energii. Serdecznie polecam.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Deadpool vs Carnage - Recenzja

Powrót do publikacji. 

Od dość długiego czasu nie dodawałem nic na mojego bloga i postanowiłem do niego wrócić i wzbogacić mój blog o recenzje ciekawych komiksów, książek oraz nietypowych konsol. Swoje nowe publikacje pragnę rozpocząć od recenzje jednej z ciekawszych serii komiksowych którą miałem przyjemność czytać jakiś czas temu. Mowa tu o mini-serii Deadpool vs Carnage.

Szalony vs Obłąkany

Ta krótka seria opowiada historie walki między dwoma największymi socjopatami uniwersum Marvel. Deadpool to kultowy psychopata który "powstał" podczas Projektu X ( podczas którego Wolverin otrzymał swoje pazury i adamantowy szkielet). Młody Wade Willson był niegdyś żołnieżem stanów zjednoczonych lecz zdiagnozowano u niego bardzo złośliwą odmianę raka. W obawie przed śmiercią, zdesperowany Wade zgłosił się do tajnego projektu badań genetycznych gdzie obiecano mu pomóc.Podczas strasznych eksperymentów wszczepiono mu DNA Wolwerina dzięki czemu otrzymał umiejętność Healing Factor która dała mu niezniszczalność i niemal nieśmiertelność. Niestety Wade został uznany za nieudany eksperyment i został odesłany do psychopatycznego doktora który prowadził na nim nieludzkie eksperymenty. W wyniku działań doktorka Wade oszalał i stał się Deadpoolem. Zabawnym bezwzględnym psychopatom, najemnikiem który za pieniądze (lub w jednym przypadku garnek tradycyjnych polskich flaków) zrobi wszystko.

Carnage natomiast był niegdyś seryjnym mordercom osadzonym w najcięższym Nowojorskim więzieniu. Miał tam spędzić resztę swojego życia lecz przez przypadek wszedł w kontakt z symbiontem, kosmicznym pasożytem znanym niegdyś jako Venom. Pasożyd połączył się z mordercą i obaj stworzyli potężną i nieobliczalną istotę zwaną Carnage. W przeciwieństwie do Deadpoola, ten psychopata zabijał wszystkich którzy nawinęli się pod jego ostre jak brzytwa szpony.

Opatrzność czuwa.

Cała historia rozpoczyna się gdy Carnage masakruje gości w przydrożnym barze. Relacja z miejsca zbrodni zostaje transmitowana w telewizji gdzie przez przypadek zwraca uwagę znudzonego już życiem Deadpoola. Na początku olewa cało sprawę lecz przelatując po kolejnych kanałach telewizor obiawia się mu wiadomość w stylu "tylko ty możesz go powstrzymać". Nasz ulubiony najemnik podejmuje wyzwanie i tak oto rozpoczyna się epicka napakowana krwią, przemocą i czarnym humorem batalia w której do samego końca nie ma widocznego faworyta. Genialne sceny walki, żarty z amerykańskich wsioków i dzikie ataki z wykorzystaniem pirackiego dubestepu. To właśnie czysta esencja tej mini serii. Nic dodać, nic ująć. Żadnych ideałów, przekazów podprogowych czy moralizującego epilogu.

Reasumując.

Deadpool vs Carnage jest doskonałą seriom dla wszystkich fanów Deadpoola, na pewno także spodoba się miłośnikom wartkiej akcji połączonej z solidną dawką czarnego humoru. Niestety polskiego wydania nie ma i nie ma żadnej wiadomości czy będzie kiedykolwiek. Jedynym sposobem żeby polski widz mógł ją przeczytać jest zakup wersji elektronicznej przez platformę firmy Marvel za bagatela 1$, lub w przypadku komiksowych purystów można sprowadzić sobie komiks przez strone takie jak eBay lub Amazon. Mimo to warto poświęcić trochę czasu dla tej serii gdyż jest ona doskonałą rozrywką na leniwy dzień podczas letniego odpoczynku lub nudny dzień w pracy/szkole. Polecam.

Ocena: 10/10

wtorek, 4 lutego 2014

SNES vs Genesis cz.2

Porównania ciąg dalszy.
Tak jak obiecywałem dziś zaprzątuje wam drugą część mojego porównania konsol SEGA Genesis i SNES. Dziś zajmiemy się pierwszą częścią porównania, w której uwzględnię:

1.Specyfikacje techniczne
2.Wygląd
3.Kontrolery
4.Cenę w dniu premiery
5.Grafikę
6.Dźwięk
7.Ilość dostępnych tytułów
8.Kompatybilność wsteczna i współpraca z innymi konsolami tego samego producenta

W większości przypadków pod uwagę będę brał tylko parametry i dodatki dostępne w dniu premiery.
Zaczynajmy.

1.Specyfikacje techniczne 

SNES Genesis
Szybkość procesora:
3,6 MHz 7.6
Ilość kolorów
512 32768
Rozdzielczość
320x224 512x448

Jak sami pewnie zauważyliście, jeżeli chodzi o trzy najbardziej znaczące parametry wygrywa SNES. Jeżeli czytaliście moją poprzednią część tego artykułu na pewno pamiętacie Blast Procesin, tak właśnie specjaliści od reklamy z firmy SEG określali to, że ich konsola ma szybszy procesor.

Punkt dla SNESa

2.Wygląd
Pod względem wyglądu te dwie konsole różnią się dosłownie wszystkim.  Wygląd SNESa różnił się od regionu, do którego miała trafić dana konsola. Konsole, które trafiły na Amerykański rynek wyglądały naprawdę brzydko, był to po prostu szary prostokąt z dwoma oczojebnie fioletowymi suwakami Power i Reset. Konsole, które trafiły na rynek Europejski i Azjatycki są o wiele ładniejsze. Mimo że nadal był to szary blok to fiolet został zastąpiony czarnymi mniejszymi i estetycznymi suwakami, dodatkowo górna część obudowy została wyposażona w ciemno szarą plastikową płytę, dodatkowa cała konsola otrzymała o wiele przyjemniejszy opływowy kształt. Mimo tego nawet Europejska wersja nie dorównywała wyglądem swojemu rywalowi. SEGA Genesis miała przyjemny dla oka czarny opływowy kształt a całość wygląda naprawdę estetycznie a całość ma ładny futurystyczny wygląd.

Punkt dla Genesisa

3.Kontrolery
Kontrolery z SNESa były naprawdę przyjemne a ich opływowy kształt i butony na grze. Dodatkowo mamy także aż sześć różnych przycisków, co pozwala na przyjemniejszą grę w przypadku wszelkich bijatyk. Co do kontrolera z SEGI mamy do dyspozycji trzy przycisku a kształt jest dosyć nieforemny i długotrwałą gra sprawia, że czasami bolą ręce.

Punkt dla SNESa

4.Cena w dniu premiery.

Genesis: 190 $

SNES: 199.95 $

Jak widzicie Genesis był nieznacznie tańszy do tego w dniu premiery SNESa na rynku wtórnym można było zdobyć używane egzemplarze Genesisa w niższych cenach.

Punkt dla Genesisa

5.Grafika.
Już po podsumowaniu podstawowych parametrów graficznych bardziej spostrzegawczy czytelnicy na pewno wywnioskowali, że to SNES ma lepszą grafikę. Dla porównania pod tym artykułem wrzucę screena i sami będziecie mogli sprawdzić czy mam racje.

Punkt dla SNESa

6.Dźwięk
Co do dźwięku sprawa też jest dosyć prosta. Technologia zastosowana w spędzę Genesis umożliwiała symulowanie dźwięków prawdziwych instrumentów natomiast technologia zastosowana w SNESie pozwalała odtwarzać ścieżki dźwiękowe nagrane wcześniej w studiu muzycznym na prawdziwych instrumentach.
Porównanie możliwości dźwiękowych tych konsol możecie sprawdzić w tym filmiku:
http://www.youtube.com/watch?v=KAyk1ZobmeU
Punkt dla SNESa

7.Ilość tytułów.

Snes: około 1500

Genesis: około 900

Punkt dla SNESa.

8. Kompatybilność wsteczna i współpraca z innymi konsolami tego samego producenta
Jeżeli chodzi o ten podpunkt to rzecz jest naprawdę prosta gdyż żadna z konsol nie miała wbudowanej żadnej z powyższych opcji. Żeby otrzymać takie możliwości trzeba było zakupić specjalne dodatkowy osprzęt, którego nie biorę tu pod uwagę.

Remis.

Jak widzicie do tej poru w klasyfikacji nieznacznie prowadzi SNES, ale do ostatecznej konfrontacji dojdzie dopiero za tydzień.

piątek, 31 stycznia 2014

Mega Man Battle Network (GBA) - Recenzja

Kolejny Mega Man.
Po wielkim sukcesie klasycznej serii Mega Man na NESa, niebieski ludzik z pistoletem zamiast ręki stał się maskotką firmy Capcom. Powstało kilka rameków tego wspaniałego cyklu a jednym z nim jest właśni gra Mega Man Battle Network na konsole Game Boy Advance. Gra całkowicie zmieniła konwencje znaną z dotychczasowych tytułów i z hybrydy platformówki z shooterem zmieniła się w jRPG, a nasz bohater będący wcześniej wyspecjalizowanym bojowy, robotem został programem komputerowym umożliwiającym przeglądanie sieci.

Internetowi terroryści?
W grze wcielamy się nie w jednego, lecz dwóch głównych bohaterów. Jednym z nich jest Lan, wnuk doktora Hilarii twórcy globalnej sieci w tym uniwersum. Pewnego dnia Lan dostaje w prezencie program MegaMan.EXE, który pozwoli mu surfować w sieci przy pomocy przenośnych terminalów PET i przy okazji staje się naszym drugim bohaterem.  W postaci mamy do dyspozycji dwie postacie gdyż by dostać się do niektórych miejsc w sieci musimy się do nich bezpośrednio podpiąć w świecie rzeczywistym. Dzięki temu mechanika dwóch postaci, w której przy pomocy Mega Mana podróżujemy po sieci i walczymy z wirusami a po świecie realnym podróżujemy dzięki Lanowi i z jego pomocom rozwiązujemy proste zagadki oraz poznajemy większość fabuły, jest wręcz wskazana. Co do samej fabuły to już od dnia, w którym otrzymujemy Mega Mana w naszym mieście zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Najpierw kuchenka w naszym domu zostaje zainfekowana przez wirusy komputerowe, przez co dochodzi do samozapłonu, następnie szalony profesor zamyka uczniów szkoły podstawowej, potem dochodzi do awarii sieci wodociągów i wiele więcej. Do wszystkich tych ataków przyznaje się grupa terrorystów, która chce zniszczyć cały świat atakując globalną sieć, do której jest podłączone niemal wszystko zaczynając od kuchenek na światłach komunikacji miejskiej kończąc. Zupełnie przypadkowo w tą intrygę zostaje wplątany Lan i postanawia powstrzymać grupę terrorystów i nie dopuścić do globalnej katastrofy.

Na ratunek sieci.
Walka w grze odbywa się w systemie półturowym, w którym każdy nasz atak symbolizuje chip. W każdej turze możemy wybrać określoną ilość chipów z dostępnego dobieranego losowo zestawu lub dobrać nowy zestaw losowych chipów. W naszym podstawowym decku (zestawie losowanych podczas walki chipów) możemy umieścić maksymalnie dwadzieścia ataków. Poza tym mamy także możliwość strzelania z domyślnego działka i możemy strzelać ile tylko mamy ochotę, ale obrażenia przez nie zadawane wahają się w granicach 1 punktów na pierwszym poziomie ataku i 5 punktów na maksymalnym poziomie, z czego najsłabsze wirusy mają 40 punktów zdrowia, dodatkowo przytrzymując przycisk strzału możemy naładować broń i znacznie zwiększyć obrażenia zadawane przez nasze działko na jeden strzał. Broni nie ulepszamy dzięki zdobywanym poziomom jak zwykle to bywa w jRPG gdyż w tej grze nie w ogóle nie zdobywamy punktów doświadczenia. Wszelkie ulepszenia punktów życia lub domyślnego uzbrojenia zdobywamy za pieniądze w specjalnych sklepach lub dzięki kilku power upom rozrzuconym po całym świecie gry. W grze mamy także możliwość kupienia specjalnych pancerzy, które zwiększają naszą odporność na dany rodzaj ataku. Co do chipów możemy je zdobywać z walk lub kupować w specjalnych sklepach zarówno w sieci jak i na powierzchni, dodatkowo w sklepie możemy znaleźć dwie maszyny umożliwiające nam łączenie kilku słabszych chipów by otrzymać jeden chip wyższego poziomu lub taki o innych właściwościach. Miłym aspektem gry jest to, że z niektórymi bossami możemy walczyć więcej niż raz, przez co możemy sobie „farmić” chipy związane z danym bossem. Poza klasyczną rozgrywka mamy także możliwość walki ze znajomymi przy pomocy Bluetooth.

Reasumując.
Mega Man Battle Network jest bardzo dobrym jRPG na konsole przenośne i daje naprawdę dużo zabawy. Walki, które możemy rozgrywać wielokrotnie i zawsze na inny sposób, możliwość kolekcjonowania chipów oraz walki ze znajomymi oraz ciekawa fabuła sprawiają, że gra się w tą grę na prawdę przyjemnie i nie raz będziemy przebudowywać nasz deck tak, aby pokonać danego bossa. Serdecznie polecam wszystkim fanom jRPG.

Grafika: 8/10
Muzyka: 7/10
Gameplay: 8/10
Średnia: 7.7

czwartek, 30 stycznia 2014

Wild Guns - Recenzja

Kowbojska przygoda.
Weźcie sobie westernowe prerie, miasta i bandytów a potem połączcie to super zaawansowaną technologią rodem z powieści sci-fi. Co otrzymasz? Wild Guns. Jest to prostą strzelanka z perspektywom trzeciej osoby i jest to klon automatowej gry Cabal. Gra była reklamowana jako najlepszy westernowy shooter epoki 16-bitowych konsoli lecz moim zdaniem sam to co widzimy na ekranie nie jest nawet w połowie historią rodem z dzikiego zachodu. Moim zdaniem największą zaletą gry jest tryb kooperacji który pozwala nam przejść całą grę wspólnie ze swoim kolegom.

Biedna Annie.
Gra opowiada historię prostej dziewczyny o imieniu Annie której rodzinna została zamordowana przez gang bandytów. Wściekłą dziewczyna postanowiła zemścić się na przywódcy bandytów i zemścić się według zasady oko za oko. Annie wiedziała że sama nie sprosta tak wielkiemu zadaniu jakim było przedostanie się przez chordy uzbrojonych bandytów, robotów i wszelkich machin zagłady. Rządna zemsty dziewczyna wynajęła najlepszego łowce głów Clinta by pomógł jej zniszczyć wszystkie przeciwności stojące na jej drodze do przywódcy bandytów.

Do ataku!
Tak jak wcześniej pisałem gra jest prostą strzelanką z perspektywy trzeciej osoby zza pleców bohatera. W grze możemy wcielić się zarówno w Annie jak i Clinta. Po planszy możemy poruszać się tylko w lewo i prawo aż do określonej przez grę granicy. W obrębie przestrzeni na której możemy się poruszać możemy skakać a jeżeli jesteśmy w trakcie strzelania nasza postać zamiast podskoczyć zrobi szybki unik w wybranym przez nas kierunku poza tym mamy także możliwość podwójnego skoku. Miejsca w które strzelamy oznacz celownik którym możemy poruszać podczas strzelania przyciskami poruszania się. Jedną z wad tej gry jest to że nie możemy jednocześnie chodzić i strzelać gdyż ograniczona ilość przycisków na SNESowym kontrolerze to uniemożliwiała. Nasi przeciwnicy nie sią bezbronnymi manekinami które tylko czekają aż ich zabijesz i będą się bronić ostrzeliwując cię ze wszystkich stron. Miejsca które są ostrzeliwane przez przeciwników oznaczone są czerwonymi kółkami a dodatkowo nad naszą postacią pokazuję się komisowy dymek z napisem uważaj gdy wejdziemy w miejsce w którego kierunku leci jakiś pocisk. Każdy etap składa się z kilku plansz a pod koniec każdej z nich walczymy z bossem. Miłym elementem gry jest to że niektórzy przeciwnicy rzucają w nas dynamitem a my możemy go podnieś i użyć go przeciwko nim. Zdecydowanie najlepszym elementem gry jest możliwość kooperacji. Gra jest naprawdę krótka a przejście jej samemu nie przynosi tyle przyjemności i zabawy co gra wspólnie z drugą osobą.

Reasumując.
Wild guns jest naprawdę świetną ale strasznie krótką strzelanką. Prosta fabułą i kreatywne wykonanie sprawiło że ta gra się naprawdę przednio. Serdecznie polecam ją osobą szukającym jakiejś gry z trybem współpracy bo jak wcześniej wspominałem co-op jest świetny.

Grafika: 8/10
Muzyka: 810
Gameplay:8/10
Średnia: 8/10

Garść ciekawostek:

Wild Guns można zdobyć na platformie Wii Virtual Console

Z powodu swojego nituzinkowego klimatu gra została zakfalifikowana do gatunku steampunk.

wtorek, 28 stycznia 2014

Genesis does what Nintendon't. - Czyli Genesis vs SNES cz.1

Pierwsza wojna konsolowa.
Już kilkukrotnie zdążało się, że na stronach i forach dochodziło do wojen Fan boyów licytujących się, która z danej generacji konsol jest lepsza.  Czy to po premierze PS2 i pierwszego Xboxa, czy to po premierze PSP i Nintendo DS. Wojny fan bojów były, są i będą. Dziś chciałbym wam przedstawić pierwszą zarazem największą prawdziwą wojnę fan bojów, temat taj problematyczny ze nawet dziś ponad dwadzieścia lat po premierze obu konsol na wielu forach i Youtubie rozmawia się bardzo często o tym temacie i najczęściej w wyniku tych rozmów powstają małe shit stormy, podczas których fani danych konsol obrzucają się nawzajem obelgami przy okazji próbując udowodnić, że to ich konsola jest lepsza. Oczywiście chodzi o wielką wojnę z lat 90 między konsolami Sega Genesis (Mega draive) i Super Nintendo Erteiteming System (SNES, Super Famicom). Wojnę tak zagorzałą, że nawet dzisiaj wielkie osobistości społeczności graczy próbują rozstrzygnąć ten problem. Ja także postanowiłem zrobić małe porównanie uwzględniając wszystkie najważniejsze elementy konsoli do gier:

1. Specyfikacje techniczne
2. Wygląd
3. Kontrolery
4. Cenę w dniu premiery
5. Grafikę
6. Dźwięk
7. Ilość dostępnych tytułów
8. Kompatybilność wsteczna i współpraca z innymi konsolami tego samego producenta.

Po dokładnym przestudiowaniu tych wszystkich czynników zajmę się także dokładnym porównaniem poszczególnych gier z danych gatunków i sprawdzenie, która konsola ma lepsze RPG, na której są lepsze wyścigówki etc. Porównywać będę tytuły z poniższych gatunków:
1. Platformówka
2. RPG
3. Wyścigi
4. Gra sportowa
5. Beat’ em up
6. Bijatyka

Jak sami widzicie będzie to bardzo duże zestawienie a nie chce zamieniać mojego bloga w wielką ścianę tekstu, która w sumie będzie tylko jednym artykułem, więc postanowiłem podzielić cały materiał na trzy osobne artykuły, które będę wrzucał przez następne dwa tygodnie, co wtorek a w trzecim artykule ja podam moją ulubiona konsole oraz zwycięzcę porównania ze względu na zdobyte punkty. Ale zanim przejdziemy do porównania…

Z góry przepraszam, że wszystkie filmiki w tych wpisach są w formie linków, ale z powodu awarii komputera mam do dyspozycji tylko tablet, na którym nie mogą zdobyć odpowiedniego kodu, który mógłbym wkleić do tego artykułu. 

…najpierw trochę historii.
Z tych dwóch konsol starszą jest Genesis, który wyszedł w zależności od regionu między 1988 a 1990 natomiast SNES debiutował w różnych częściach świata w okresie od 1990 do 1992. Jak sami widzicie SNES jest o dwa lata młodszy, dzięki czemu Sega miała trochę czasu na rozpowszechnianie konsoli i zdobywanie nowych użytkowników. Bijąca na głowę wszystkie dotychczasowe konsole nowa produkcja Segi zdobyła w tym czasie durzą grupę fanów, lecz mimo to nie przyćmiła nadciągającej premiery nowej konsoli firmy Nintendo. Następca najpopularniejszej konsoli tamtego okresu, którą był NES już od dnia premiery cieszył się naprawdę wielką popularnością dzięki bibliotece tytułów zaprezentowanych razem z konsolą, w której znalazły się między innymi Super Mario World, Sim City, F-Zero i kilka innych niezapomnianych tytułów. I właśnie w tym momencie rozpoczęła się wojna między tymi konsolami a dokładnie między graczami uważającymi, że to właśnie produkt, który oni zakupili jest najlepszym reprezentantem 16-bitowej ery. Wojna prowadzona przez użytkowników była bardzo na rękę producentom, bo rosnąca popularność tematu sprawiała, że ludzie coraz częściej sięgali po te konsole. Dodatkowym czynnikiem zaogniającym ten konflikt była pewna kampania reklamowa jednej z tych firm…

Reklama dźwignią handlu.
Wiadomo, że każda firma chcąca coś sprzedać musi się zareklamować w najróżnorodniejszych mediach. W pojedynku tych dwóch konsol musze przyznać, że to marketingowcy z firmy SEGA tworzyli lepsze reklamy. To prawda, że reklamy zaprezentowane przez Nintendo też były ładne i miały chwytliwe hasła, ale nie mogły równać się z najbardziej chwytliwą pioseneczka reklamową i jedną z najlepszych reklam w kategorii konsol do gier, którą jest zdecydowanie ta:
http://www.youtube.com/watch?v=35jGnZ-e3jc
I musze przyznać jej racje. Genesis does what Nintendon't. Oczywiście, jeżeli chodzi o NESa potocznie nazywanego Nintendo i trzeba przyznać ze Genesis bił go na głowę pod każdym możliwym względem. Jeżeli chodzi o porównanie Genesisa z SNESem to nie było aż tak dobrze, ale o tym dokładnie opowiem w kolejnym artykule z tego cyklu. Kolejną kreatywną reklamą zaprezentowaną przez SEGE była ta:
http://www.youtube.com/watch?v=zlulSyBI2aY
Został tam zaprezentowany tak zwany Blast Processing, mityczny element konsoli SEGA Genesis, który pozwalał na odtwarzanie niesamowicie szybkich gier i pokazywał, że właśnie ta konsola jest najlepszą na ryku. Moim zdaniem gry w tym klipie są tak dobrane żeby pokazać szybkość Genesisa, ale porównanie Mario Kart i Sonica jest, co najmniej bezsensownie. Równie dobrze można porównywać Good of War i NBA 2K12, po prostu te gry nie należą do tego samego gatunku i to, co dobrze wygląda w platformówce nie zawsze będzie dobrze działać w grach wyścigowych. Ale czym jest Power Processing? To po prostu chwytliwy slogan, który oznacza tyle tylko, że procesor w Genesisie jest dwa razy szybszy do tego zademonstrowanego nam przez Nintendo.   

Już teraz możecie zauważyć nawet deweloperom zależało na tym żeby zaognić całą wojnę i poniekąd im się to udało. A czy wy macie swojego faworyta? Zapraszam do komentowania i wypowiadania się w tym temacie.

Ciąg dalszy za tydzień.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Act Raiser (SNES) - Recenzja

Niespodziewane połączenie.
Pewnie większość z was myśli, że konsole retro nie nadają się do grania w strategie czasu rzeczywistego. Błąd. Mimo że gier tego typu jest bardzo mało są wśród nich prawdziwe perełki a jedną z nich jest właśnie Act Raiser, który jest niesamowitym połączeniem strategii czasu rzeczywistego i gry action RPG. Połączenie RPG i RTS? Czy to może dobrze działać? W przypadku Act Raiser działa lepiej niż doskonale.

Jesteś bogiem! Uświadom to sobie!
W grze wcielamy się w przebudzonego z wielowiekowego letargu boga. W dawnych czasach zły demon Tanzar dzięki swej niesamowitej mocy uśpił cię a sam zajął się plądrowaniem świata. Z wiecznego snu obudził nas mały aniołek wysłany przez Bóg wie, kogo (to zabrzmiało trochę ironicznie) a naszym zadaniem jest oczyścić świat ze złych potworów i pomóc w rozwoju ludzkiej cywilizacji, twoich jedynych popleczników na tym zawładniętym przez demony świecie. Jeżeli chodzi o religie, którą reprezentujesz to jest tak, że sam na początku jesteś rycerzem, lecz w późniejszych fazach gry zamieniasz się w biblijnego archanioła, twój pomocnik aniołek tak naprawdę jest amorkiem z rzymskiej mitologii, po świecie poruszasz się latającym pałacem z indyjskich mitów a walczysz z bestiami ze wszystkich bardziej znanych mitologii świata zaczynając od Greckiej na Nordyckiej kończąc. W skrócie jest to jeden wielki miszmasz ideologiczny, w którym musisz się jakoś odnaleźć.

Najpierw walczymy…
Głównym celem gry jest rozwijanie cywilizacji, ale żeby muc to zrobić najpierw musimy znaleźć odpowiednie miejsce. Świat gry jest podzielony na 7 obszarów i w każdym z nich możemy się osiedlić, lecz musimy robić to w odpowiednio kolejności. By stworzyć miasto najpierw musimy znaleźć dostępny dla nas obszar mapy a następnie z poziomu naszego pałacu wyruszyć w misje. Po rozpoczęciu misji zostajemy przeniesieni na daną plansze, którą widzimy z boku, my jesteśmy inspirowani przez rycerza (lub archanioła) a naszym zadaniem w tej sekcji gry jest jak najszybsze przedostanie się do komnaty z bossem i pokonanie go. Po pokonaniu bosa w miejscu kamiennego kręgu powstanie ratusz naszego miasta. W momencie, w którym zabezpieczymy wszystkie leża potworów (o tym w następnym akapicie) będziemy mogli wyruszyć w kolejna misję a po jej załączeniu będziemy mogli założyć miasto w kolejnym sektorze, oczywiście wcześniej zabijając tamtejszego pierwszego bossa. Jeżeli chodzi o samą walkę to naszym podstawowym i jedynym orężem jest miecz, dodatkowo możemy używać potężnych czarów (o zdobywaniu ich trochę później).

…potem budujemy miasta.
Jeżeli już mamy ratusz w danym sektorze możemy przejść do widoku strategicznego a PCtowy kursor został tu zastąpiony już wcześniej wspomnianym aniołkiem. W tej sekcji gry naszym zadaniem jest rozwinięcie miasta tak, aby wszystkie leża potworów na mapie zostały zapieczętowana. Co do samych leż są to punkty na mapie, na których spawnują się potwory systematycznie niszczące twoje wioski, oczywiście tylko, jeśli im pozwolisz, bo nasz aniołek poza byciem kursorem może także strzelać ze swojego łuku i zabijać przeciwników. Żeby nasze miasto mogło się rozwijać musimy poprowadzić drogi prowadzące od ratusza w cztery strony świata. Po wybraniu miejsc, w których ma się rozbudowywać nasza wioska, co jakiś czas będzie się włączać faza budowlana, w której nasi obywatele będą dobudowywać przy drogach następne domy lub pola prze, co będzie zwiększać się nasza populacja. Im większa populacja tym wyższy poziom. W momencie, w którym zechcesz zbudować ścieżkę na leżu zacznie się pieczętowanie, po którym dostaniesz wiadomość, że twoi obywatele znaleźli w leżu dziwny przedmiot i możesz go odebrać w menu danin. W leżach można naprawdę znaleźć wiele ciekawych rzeczy zaczynając od bomb niszczących wszystkie bestie na mapie kończąc na czarach, które będzie mógł wyposażyć nasz bohater. Gdy nasz aniołek zabije jakiegoś potwora otrzymamy specjalne SP, które pozwolą nam używać czarów na mapie budowlanej. Czary te pozwalają zniszczyć elementy środowiska niepozwalające nam na rozbudowę miasta takie jak kamienie czy pustynie. Co jakiś czas będziemy także otrzymywać specjalne zadanie, w którym będziemy musieli pomóc jednemu z naszych poddanych.

Grafika i muzyka.
Jeżeli chodzi o oprawę graficzną to wszystkie elementy Act Raiser wyglądają naprawdę estetycznie a wygląd wszystkich lokacji z segmentu RPG jest adekwatny do położenia geograficznego tak, więc na pustyniach będziemy musieli przedzierać się przez labirynty piramid a w tajdze będziemy musieli przedzierać się przez zamarznięte lasy. Wygląd przeciwników też jest bardzo klimatyczny i kreatywny a każdy ze sprajtów jest naprawdę miły dla oka. Jeżeli chodzi o ścieżkę dźwiękową to ta gra posiada jedną z najlepszych opraw dźwiękowych konsoli SNES.

Reasumując.
Act Raiser jest naprawdę fenomenalnym połączeniem RTSa i RPGa i zdecydowanie mogą powiedzieć ze jest to jedna z najlepszych gier dostępnych na konsole SNES i serdecznie ją wszystkim polecam. Dodatkowo mam dobrą wiadomość dla posiadaczy konsoli Wii, jeżeli chcielibyście zagrać w tą grę to od 2007 roku można ją za darmo ściągnąć w usłudze Virtual Console.

Grafika: 9/10
Muzyka: 9/10
Gameplay: 10/10
Średnia: 9.3

Garść ciekawostek:
Gra sprzedała się w ilości około 620000 kopi.

Gra otrzymała tytuł gry posiadającej najlepszą muzykę w grze z 1993 przyznaną przez Electronic Gamin Monthly

Gra została uznana za 150 w rankingu Nintendo Power dotyczącego 200 najlepszych gier konsoli SNES

niedziela, 26 stycznia 2014

Spider-Man - Lethal Foes - Recenzja

Człowiek pająk.
Od swojej premiery w 1962 roku Spider-Man został jednym z najpopularniejszych super bohaterów ze stajni Marvela a jego przygody były wielokrotnie ekranizowane zarówno w formie filmu jak i serialu animowanego. Na fali popularności tematu powstało wiele gier a jedną z nich jest właśnie Amazing Spider-Man – Lethal Foes, która niestety jest ekskluzywna produkcją dla konsoli Super Famicom i niestety nie została wydana nigdzie poza Japonią nie licząc wszystkich pirackich kopii. Gra inspirowana jest serią komiksów The Lethal Foes of Spider-Man.

Na pomoc Nowemu Jorkowi.
Cała fabuła zarówno w grze jak i komiksie opowiada o walce Spider-Mana z zjednoczonymi siłami wszystkich jego przeciwników wliczając w to wszystkie klasyczne postacie takie postacie jak Reptile, Beatle czy Green Goblin etc. Naszym zadaniem jest pokonać wszystkich złoczyńców niszczących Nowy Jork. Gra jest typowym Beat’ em upem, lecz poza tradycyjnym chodzeniem w lewo i prawo mamy także możliwość huśtania się na pajęczynie i chodzenia po ścianach. Przemieszczania się dzięki sieci jest na prawdę płynne i przyjemne a dzięki temu, że możemy wystrzelić sieć będąc w powietrzu będziemy mogli często omijać denerwujących przeciwników i udać się prosto do bosa. Dzięki zastosowaniu tych pomysłów uważam, że ta produkcja jest najlepszą grą opowiadającą o przygodach człowieka pająka z biblioteki gier na konsole SNES. Poza huśtaniem nasz pająk ma także możliwość strzelanie siecią jak z pistoletu oraz równie dobrze może walczyć wręcz i jest to najefektowniejszy sposób walki z przeciwnikami. Miłym dodatkiem są hasła, które zastępują zapis gry a dostajemy po każdej wygranej walce z bossem.

Grafika i dźwięk.
Cała oprawa graficzna wygląda naprawdę genialnie. Zarówno wszystkie elementy otoczenia jak i przeciwnicy wyglądają jak element klasycznego komiksu pióra Stana Lee. Wszyscy bossowie swoim wyglądem przypominają zarówno klasyczny komiks jak i kreskówkę emitowaną kiedyś na Fox Kids, więc wszystkim fanom serialu z lat dziewięćdziesiątych grafika w grze na pewno przypadnie do gustu. Co do ścieżki dźwiękowej to stoi ona na bardzo przyzwoitym poziomie i zarówno muzyka jak i odgłosy walki są bardzo przyjemne i nie rozpraszają.

Reasumując.
Moim zdaniem gra Spider-Man – Lethal Foes jest zdecydowanie najlepszą gra opowiadającą o przygodach człowieka pająka dostępną na konsole SNES. Klasyczna grafika, prosty gamplay i możliwość huśtania się na sieci sprawia, że ten tytuł naprawdę wciąga na długie godziny i nieraz chce się do niego wracać. Szkoda tylko ze jedyną możliwością zdobycia kopi tej gry jest ściągnięcie jej z internetu lub kupienie na Ebay za 60$.

Grafika: 9/10
Muzyka: 7/10
Gameplay: 9/10
Średnia: 8.3/10

sobota, 25 stycznia 2014

Harvest Moon (N64) - Recenzja

Prekursor Farm Ville 
Na pewno każdy z was grał w pewnym momencie swojego życia w którąś z internetowych gier farmerskich np. Zielone Imperium, Wolni Farmerzy czy Facbookowy Farm Ville, dziś chciałbym wam przedstawić prekursora wszystkich tych gier. Harvest Moon jest remakem gry na konsole SNES o tym samym tytule. Ta gra pozwala nam wcielić się w młodego farmera który odziedziczył gospodarstwo rolne po zmarłym dziadku.

Wiejskie życie.
Harvest Moon pozwala nam zasmakować prawdziwego wiejskiego życia, możemy uprawiać i handlować roślinami oraz hodować zwierzęta. Cały proces jest podobny do realnego tyle ze nakład pracy jest tysiąc razy mniejszy a wszystko dzieje się kilkaset razy szybciej. Zaczynając gre dostajemy pokaźne pole na którym możemy sadzić różnorodne rośliny. Żeby posadzić rośliny najpierw musimy oczyścić kwadrat wielkości dziewięciu kratek pola z wszelkiego syfu, następnie musimy „zaorać” te kratki przy pomocy motyki i dopiero wtedy będziemy mogli zasiać roślinki, żeby to zrobić musimy w sklepie kupić nasiona danego warzywa następnie stanąć na środku kwadratu który zaoraliśmy i użyć nasion a wtedy wszystkie kratki wokół zostaną obsadzone a my będziemy musieli codziennie podlewać nasze roślinki aż w końcu będziemy mogli zebrać plony. Rok w grze jest podzielony na cztery trzydziestodniowe pory roku a każda z nich charakteryzuje się inną szatą graficzną otoczenia i roślinami które będziemy mogli uprawiać na swoim polu. Poza roślinami mamy także możliwość hodowli zwierząt takich jak owce, krowy i kurczaki. Jeżeli będziemy dobrze je traktować będziemy otrzymywać od nich mleko, jajka i wełnę które będziemy mogli sprzedawać. W grze poza elementami farmerskimi mamy także elementy społeczne tak więc będziemy mogli zaprzyjaźnić się z mieszkańcami pobliskiego miasta, wysiąść udział w wyścigach psów i koni lub w konkursach krów, bawić się na jednym z festiwalów a nawet znaleźć  sobie żonę z którą spędzimy resztę życia i będziemy mieli dziecko. Moim zdaniem jednym z fajniejszych elementów gry jest możliwość rozbudowy swojego domu i dobudowania nowych elementów farmy takich jak np. szklarnia.

Grafika i muzyka.
Szata graficzna jest naprawdę ładna wszystkie obiekty są schludnie stworzone a kolory otoczenia zmieniające się w różnych porach roku naprawdę oddają zmianę pogody i klimatu. Co do ścieżki dźwiękowej wszystkie utwory są naprawdę przyjemne i odprężające. Podobnie jest z dźwiękami otoczenia.
 
Reasumując.
Harvest Moon jest naprawdę świetną grą która pozwala odprężyć się podczas prowadzenia własnego gospodarstwa. Serdecznie polecam.   

Grafika: 8/10
Muzyka: 8/10
Gameplay: 10/10
Średnia: 8.6/10

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Perfect Viewer – Czyli czytanie komiksów i mangi na systemie Android.

Dziś chciałbym wam opowiedzieć o aplikacji, która odchodzi trochę od tematyki mojego bloga. Chce wam przedstawić program Perfect Viewer, który umożliwia nam otwieranie plików w formatach .cbr i .cbz, które są najpopularniejszymi formatami zapisywania komiksów i mangi w wersjach elektronicznych. Dzięki temu programowe możemy czytać nasze ulubione historie o super bohaterach a w przypadku czarnobiałej mangi możemy nawet zmieniać kolory danych stron. Jeżeli chodzi o interfejs to to jest on stworzony w taki sposób żeby żadne ikonki czy przyciski nie przeszkadzały nam w czytaniu, po prostu cały ekran jest podzielony na „niewidzialne” sekcje i naciśnięcie każdej z nich determinuje inną akcje jak na przykład przesunięcie strony czy otworzenie biblioteki tytułów. Co do samej biblioteki mamy możliwość wybrania folderu, w którym trzymamy wszystkie nasze komiksy a wszystkie pliki znajdujące się w tym katalogu zostaną nam alfabetycznie poukładane na miłej dla oka półeczce, na której będziemy mogli zobaczyć miniatury wszystkich okładek oraz sprawdzić, które komiksy i w jakim stopniu zostały przez nas przeczytane. Co do jakości obrazu to wszystko jest w jak najlepszym porządku a w przypadku ekranów o niskiej rozdzielczości możemy włączyć opcje lupy a jakość wcale nie spada. Polecam aplikacje wszystkim miłośnikom mangi i komiksów.

Link do aplikacji: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.rookiestudio.perfectviewer&hl=pl

niedziela, 19 stycznia 2014

Strider 2 (PS1) - Recenzja

Znowu ninja.
Już kilkukrotnie na moim blogu pojawiały się artykuły dotyczące gier o ninja. Dziś chciałbym przedstawić wam moim zdaniem jedną z najlepszych gier opowiadających o przygodach wojownika ninja. Strider 2 (bo o tej grze mowa) według mnie jest najlepszym beat' em upem w historii gier wideo, ma w sobie wszystko elementy, które powinny znajdować się w dobrej gry tego typu: dobra fabuła, dynamika, łatwy i przyjemny system walki. 

Za Wielkiego Mistrza. 
Cała fabuła gry opowiada o walce Stridera Hiryu z Wielkim Mistrzem, despotycznym władcą całego świata. Będziemy musieli spenetrować kilka tajnych ośrodków i laboratoriów by dotrzeć do popleczników Wielkiego Mistrza i zdobyć od nich informacje na temat jego pobytu. Jeżeli chodzi o design poziomów i otoczenia to każda z plansz jest naprawdę kreatywnie zrobiona i niemal niczym nie przypomina swojej poprzedniczki, dzięki czemu będziemy mogli przemierzać zarówno labirynty miejskiej dżungli jak i marmurowe korytarze średniowiecznych fortec. Dodatkowo całość została oprawiona naprawdę klimatyczną ścieżką dźwiękową, która dodaje jeszcze więcej dynamiki.

Do boju!
W grze do dyspozycji mamy dwie postacie, ale żeby odblokować drugiego bardzo potężnego bohatera najpierw musimy przejść grę przynajmniej raz. Walczymy przy pomocy specjalnego miecza, którego siłę możemy zwiększać zdobywając po drodze specjalne power upy wypadające z przeciwników i porozrzucanych na mapach zbiornikach. Dodatkowo naciskając trójkąt włączamy specjalne doładowanie, które pozwala nam strzelać na odległość wiązkami energetycznymi na odległość, ilość takich doładowań określają zielone kółeczka z literą B widniejące pod paskiem naszego zdrowia. A propos zdrowia to jego ilość określają paski w lewym górnym rogu ekranu. Ich ilość określa ile wrogich ataków może w nas trawić zanim zginiemy a ich ilość możemy zwiększyć tak samo zdobywając „chińskie znaczki”, które możemy uzyskać tak samo jak ulepszenia do broni. Poza siekaniem mieczem i skakaniem nasz bohater może także wspinać się po najróżniejszych powierzchniach łącznie z niektórymi bossami. Co do samego gameplayu to główną jego zaletą jest dynamika, dzięki szybkości i zwinności naszego bohatera czasami możemy przejść cały poziom nawet nie dotykając przeciwnika. Jedną z rzeczy odróżniającą Stridera od innych beat' em upów jest to, że każdy etap jest podzielony na sekcje a pod koniec każdej z nich mamy walkę z mini bossem. Na uznanie zasługuje także kreatywność twórców przeciwników, od najmniejszego robota do olbrzymiej hydry wszyscy oponenci wyglądają naprawdę ładnie i futurystycznie. 

Reasumując
Strider 2 moim zdaniem jest najlepszym beat' em upem w historii gier i jedną z najlepszych gier o ninja. Niesamowita dynamika, satysfakcjonujący system walki, masa przeciwników do pokonania. Tym właśnie jest ta gra, kwintesencjom gatunku. Serdecznie polecam wszystkim graczom.

Grafika: 9/10
Muzyka: 9/10
Gameplay: 10/10
Średnia: 9.3

sobota, 11 stycznia 2014

Teenage Mutants Ninja Turtles 4-Turtles in time. - Recenzja

Wojownicze żółwie ninja.
Na pewno każdy z was kojarzy czwórkę walecznych zmutowanych żółwi mieszkających w kanałach Nowego Jorku. Od pierwszego komiksu z tej wspaniałej serii wielu czytelników pokochało żółwie, dzięki czemu na fali popularności związanej z tematem powstało kilka niezłych filmów i zabawnych seriali a to, że powstanie gra na podstawie któregoś z filmów lub serialu było niemal pewne. Dziś chciałbym wam zaprezentować jedną z najlepszych gier opowiadających o przygodach dzielnych żółwi a dokładnie Teenage Mutant Ninja Turtles 4 – Turtles in Time. Gra jest inspirowana pierwszym serialem animowanym o przygodach żółwi.    

Shredder atakuje!
Gra rozpoczyna się w momencie, gdy April Oneal występuje w Nowojorskich wiadomościach, gdy nagle gigantyczny sługus złego Lorda Shreddera na oczach tysięcy telewidzów porywa Statuę Wolności. Oczywiście nasi bohaterowie ruszają do bazy sił zła by odzyskać najbardziej rozpoznawalny element Nowojorskiego krajobrazu. Po krótkiej przeprawie przez hordy ninja Klanu Stopy dostajemy się do Shredera a po wygraniu wyrównanego pojedynku ten wysyła nas w podróż w czasie a my musimy przemierzyć mroczne krainy przeszłości i nowoczesne miasta przyszłości by dotrzeć do Shreddera. Tak właśnie rozpoczyna się jeden z najlepszych beat em’ upów w historii gier.

Go ninja! Go ninja! Go! 
Rozpoczynając grę możemy wybrać jednego z czwórki zielonych braci. W grze jest możliwość grania w trybie współpracy dla dwóch graczy i jak zawsze w przypadku takich gier rozgrywka z kolegom daje o wiele więcej zabawy niż samemu. Sama rozgrywka jest klasyczna w przypadku gier takiego typu: idziemy w prawo zabijając hordy ninja klanu stopa, roboty i mutanty a pod koniec każdego z poziomów musimy się zmierzyć z bossem lub bossami, którzy mogą sprawiać nie lada kłopoty. Jeżeli chodzi o poziom trudności całej gry to jest ona dosyć wymagająca i nieraz będziecie zaczynać cały poziom od nowa. Poziom zdrowia i ilość życia symbolizuje pasek na górze ekranu, by go zregenerować musimy podnosić porozrzucane na planszach pudełka z pizzą. W grze możemy znaleźć pudełka z bomba, które sprawiają ze nasz bohater przez jakiś czas obraca się wokół własnej osi machając bronią i zabija każdego przeciwnika po jednym uderzeniu. Poza klasycznymi beat em’ upowymi poziomami mamy także do czynienia z walkami podczas jazdy na przykład jadąc kanałami na skuterze wodnym walczymy z ninja i opancerzoną motorówką.

Reasumując.
Gra Teenage Mutant Ninja Turtles 4 – Turtles in Time jest jedną z najlepszych beat em’ upów w historii gier i każdy szanujący się gracz powinien przynajmniej w nią zagrać. Serdecznie polecam wszystkim fanom gier retro i oczywiście Wojowniczych Żółni Ninja.

Grafika: 9/10
Muzyka: 10/10
Gameplay: 10/10
Średnia: 9.7